,
czerwca 22, 2010
Witamy po dłuższej przerwie. Wczoraj mieliśmy okazję wystąpić w Warszawie podczas VII Zielonego Saloniku Młodych Kabaretów wraz z kabaretami PUK i Ucho.
I głosami publiczności (ok. 120-40-40) wygraliśmy. Bardzo się cieszymy i już się zastanawiamy, gdzie powiesić głowę Stańczyka, która była nagrodą. Jak tylko powiesimy, damy znać.:)
Chyba
,
czerwca 11, 2010
Ależ to był wieczór! Przyjechaliśmy wczoraj do Oławy, a konkretnie do jednego z tamtejszych hoteli, aby zagrać tam koncert zamknięty. Gdy weszliśmy do wyznaczonej dla nas garderoby (umiejscowionej w sali konferencyjnej [czyt. duuuża garderoba]), pani z recepcji kazała nam od razu zamontować drzwi, które stały kilka metrów od framugi. I musieliśmy zamontować rzeczone drzwi, bo gdybyśmy ich nie zamontowali, to byśmy mieli otwartą garderobę. Jak mus to mus.
Nie będziemy marnować Wam czasu, więc po prostu wymienimy niespodzianki, które dla nas przygotowano:
- garderoba pomiędzy samochodami na parkingu przed hotelem (koncert graliśmy na szczęście w środku);
- na przeciwko sceny dwa wielkie filary z lustrami (także widzieliśmy swoje twarze - polecamy);
- Seweryn, który zajmuje się światłem i dźwiękiem, siedział na scenie za nami (po prostu kabel był za krótki);
- posążek sowy ważacy ok. 25-35 kg na scenie;
- w trakcie grania programu na scenie poprawiał kabelki pan X, którego keyboard stał za nami (tuż obok Seweryna);
- w trakcie grania programu statywy poprawiał pan X, do którego te statywy należały;
- dzieci biegające przed sceną i krzyczące “nie!”;
- dyskotekowe światła;
- zamiast zwykłego kwadratowego stolika, którego używamy m.in. w skeczu “Wiadomości”, zaproponowano nam stolik na kółkach, na którym wcześniej jeździł tort.
Ach, długo by jeszcze wymieniać. Ten występ będzie na pewno długo przez nas pamiętany.
Będziemy również ciepło pamiętać publiczność, która nas par excellance słuchała i oglądała. Dziękujemy wam za świetną zabawę. Daliście radę.;)
Przy okazji pozdrawiamy wszystkich za filarami, z końca sali, których nie widzieliśmy podczas występu.:)
Kabaret Chyba
PS.
W Oławie jest tyle komarów, że nie można nawet spokojnie porozmawiać na świeżym powietrzu. Masakracja. (Przypominamy, mieliśmy garderobę na zewnątrz.:)
,
czerwca 02, 2010
Ostatnio graliśmy w Pułtusku na Festiwalu Kulinarnym. Co za przeżycie! Przeżycie potęgowane przez obecność znanego polskiego aktora urodzonego we Włodawie, Andrzeja Grabarczyka. Nie wiecie, kto to Andrzej Grabarczyk? Znany Andrzej z “Rajskiej Jabłoni”. Nie? Plutonowy z “Bandy Rudego Pająka”? Stanisław Murasz z “Fitness Clubu”? Hmm… Jureczek z “Klanu”?
Pan Jurek był w jury tego Festiwalu Kulinarnego. Jako że był w jury, to siedział na finale w pierwszym rzędzie. Po występie, rozdaniu nagród, fajerwerkach i bankiecie zaczęła się aukcja charytatywna, którą prowadzili Pan Jurek, ten kucharz ze “Złotopolskich” i jeszcze jeden, co to mamy wrażenie, że jest aktorem, a gra kucharza gdzieś, albo na odwrót.
Na zdjęciu obok Pan Jurek prowadzi aukcję charytatywną. Na fotce sprzedawany jest bukiet rzodkiewek. Cała impreza była udana, bo na aukcji w pewnym momencie wystawiono trzy melony za cenę wywoławczą 500zł. (Jeden melon w sklepie kosztuje 6,50zł.) W pewnym momencie doszło do tego, że Pan Jurek wystawiał warzywa na aukcje i sam ze sobą się licytował, w końcu przelicytowując samego siebie i kupując sobie rzeźbę z arbuza. Czego się nie robi dla charytatywności?
Ach, niezapomniane chwile w Pułtusku.
Pozdrowienia
Kabaret Chyba