Prasa pisała
Portal: www.niepolomice.com
Data publikacji: 2010-08-30
Tytuł: Kabareton za nami
“W niedzielny, zimny wieczór dziedziniec Zamku Królewskiego w Niepołomicach wypełnił się po brzegi. Na scenie pojawiły się Kabaret Chyba z Wrocławia, Kabaret Widelec z Białegostoku oraz Kabaret DNO z Dąbrowy Górniczej. Koncert prowadzili Piotr Gumulec i Seweryn Domagała z Kabaretu Chyba od pierwszych chwil nawiązując świetny kontakt z publicznością.”
* * *
Gazeta: TO&OWO TV
Data publikacji: 2010-07-17
Autorka: Małgorzata Jankowska.
Tytuł: Lato pełne humoru
Reality-show, teleturnieje czy konkursy w tv – zainteresowani mogą w nich zaprezentować swoje umiejętności. To stwarza olbrzymie pole do debiutu, ale czy rzeczywiście wyławia się prawdziwe perły, czy częściej przebijają się „bohaterowie jednego sezonu”?
- To chyba publiczność decyduje, kto jest „bohaterem jednego sezonu”. Chociaż nie zawsze, a i to bywa zwodnicze, bo przecież Frytka miała być bohaterem jednego sezonu, a teraz, po kilku latach, okazuje się, że będzie prowadziła dwa programy w telewizji. Ta to się dopiero przebiła! A my? My dopiero zaczynamy. I obiecujemy, że nie będziemy uprawiać seksu w telewizji.
W jakich okolicznościach kabaret Chyba znalazł własną szansę na sukces?
- W okolicznościach nam bardzo sprzyjających, które bezustannie prowokujemy.
Będziecie chyba najmłodszą „gwiazdą” kabaretowej nocy w utytułowanym satyrycznym gronie. Jest trema czy przeważa zadowolenie?
- Ten cudzysłów będzie trzeba usunąć podczas autoryzacji, a słowo napisać z dużej litery. (śmieją się)* Zdecydowanie przeważa zadowolenie. Bez dwóch zdań. Nie ma co do tego żadnych wątpliwości. Jesteśmy pewni na 100 procent. I nigdy się nie powtarzamy, gdy jesteśmy stremowani… To najprawdopodobniej dlatego, że rzeczywiście chyba będziemy w Mrągowie najmłodsi. Na szczęście jesteśmy pełnoletni. Przy tej okazji chcielibyśmy poprosić, żeby Robert Górski i Mikołaj Cieślak z Kabaretu Moralnego Niepokoju wreszcie określili się, ile mają lat.
Jakie tematy poruszacie najchętniej i co „przywieziecie” do Mrągowa?
- Najchętniej sięgamy po tematy odważne, aktualne i kontrowersyjne. Takie też skecze przywieziemy.
Jak w typowym telewizyjnym teleturnieju proszę o wskazanie prawidłowej odpowiedzi na pytanie. Zdobywane nagrody: a. dają satysfakcję, b. dopingują do wysiłku, c. są wam obojętne?
- A i jeszcze raz A. Czyli właściwie AA…
Sami jesteście państwo młodym, niedawno odkrytym talentem. Proszę doradzić poszukiwaczom talentów, jakimi metodami powinni się posługiwać, by znajdować jak najwięcej “pereł”?
- Proponujemy szukanie przez Internet. Można np. wpisać w Google hasło „kabaret Chyba z Wrocławia”, albo wejść na Youtube i wpisać „kabaret Chyba” lub po prostu wejść na stronę.
* SPROSTOWANIE - nie śmialiśmy się wtedy.
* * *
Portal: paka.pl
Data publikacji: 2010-05-15
Tytuł: Ankieta wypełniona przez Kabaret Chyba
Nazwa Kabaretu: Kabaret Chyba.
Skład: Piotr Gumulec, Sylwia Styczeń, Maciej Gliński, Seweryn Domagała.
Tekst: Seweryn Domagała.
Dlaczego zgłosiliście się na PAKĘ? Ponieważ wszyscy się zgłaszają.
Mocne strony programu: Jest ich około dwudziestu. Przyporządkowując wszystkim wartości w skali od jeden do dziesięciu, to 50% jest mocnych na „10”, a 30% i 19% to strony mocne na kolejno „9” i „8”. Jest jedna rzecz mocna na „7”, ale kto by się przejmował wynikiem, który nawet nie jest błędem statystycznym…
Co Was inspiruje? Piotrek: Dariusz Szpakowski, jedzenie oraz podróże w celach kulinarnych do mamy. Sylwia: Jedzenie. Maciej: Wszelkie przejawy twórczości graficznej, niezależne organizacje i wolne oprogramowanie. Seweryn: Ricky Gervais i Larry David.
Jaki dzień tygodnia lubicie? Maciej: Czwartek. Sylwia: Piątek. Piotrek: Sobota. Seweryn: Niedziela.
* * *
Portal: ekabaret.pl
Autorki: Anna Bidzińska, Kamila Kwolek
Data publikacji: 2010-03-27
Tytuł: Półfinały PAKA 2010 - etap I
Wisienką na torcie został kabaret Chyba. Pokazał program “I o tym, i o tamtym”*. Czyli taki o wszystkim. Członkiem kabaretu jest Seweryn Domagała (autor kabaret.blox.pl), aczkolwiek zasiadł on za konsolą, na scenie pojawiło się 3/4 kabaretu. Już na wstępie wzbudzili sympatię publiczności. Pokazali ciekawy program o współczesności, nie dają także wytchnienia mediom, a także polityce i historii współczesnej. Wiadomości w ich wykonaniu dostały duży aplauz. Ich program zaskakuje ciekawą grą słów, pomysłowością i grą aktorską (na szczególne wyróżnienie zasługuje Maciej Gliński). Kabaret Chyba to pozytywne zaskoczenie czwartkowego wieczoru.
* SPROSTOWANIE - aktualnie grany program nazywa się “O tym i o tamtym”.
* * *
Portal: stacjawroclaw.info
Autor: Adam Kruzel
Data publikacji: 2010-02-19
Tytuł: “Jeśli za mało książek znasz to Ci wychodzi na twarz” - Do mikrofonu prosimy!
Formacja coraz lepiej znana wrocławianom zupełnie rozluźniła imprezę. Dając popis umiejętności, zagrała kilka dobrych skeczy. Rozbawili widzów meczem szachów Polska – Niemcy (z udziałem D. Szpakowskiego)*, gangsterską prognoza pogody i wiadomościami. Kabaret cechują odważne tematy, cięty język i zaskakujące zwroty akcji.
* SPROSTOWANIE - z udziałem Dariusza Krukowskiego.
* * *
Portal: g-punkt.pl
Autor: Lech Moliński
Data publikacji: 2010-03-08
Tytuł: Co jest najłatwiejsze w sztuce kabaretu?
W związku z niedawnym występem Kabaretu Chyba w Łokietka 5 odbyliśmy z artystami rozmowę, dotyczącą ich działalności, sympatii i antypatii kabaretowych, burzliwego końca, okraszonego upozorowanym samobójstwem. W wywiadzie padają ostre słowa pod adresem aktorów w kabarecie, a także możemy dowiedzieć się, co dla Chyba jest najłatwiejsze w sztuce kabaretu i kto nie jest ich autorytetem. Pytania dziennikarza były tendencyjne.
Jaki będzie koniec Waszego kabaretu?
Piotr Gumulec: Burzliwy.
Maciek „Mietek” Gliński: Skończymy z hukiem.
P.G.: Kiedy się rozpadniemy, to babcie w tramwaju będą o tym mówić. Myślę, że przydałoby się jakieś samobójstwo. Taak, upozorujemy samobójstwo.
Seweryn Domagała: Ciekawie byłoby sprawdzić, czy coś, co działa w rock’n’rollu, czyli wzrost popularności po samobójstwie, przyniosłoby efekt również w kabarecie. Możemy przyjąć kogoś na chwilę. Albo lepiej na dłużej, bardziej się zżyć, bo wtedy będzie mocniej bolało.
P.G.: Na pewno nie chcielibyśmy, żeby naszą działalność przerwała wojna.
Czego nie lubicie w kabaretowym klimacie?
P.G.: Nie lubię artystów w kabarecie.
M.G.: Aktorów, artystów – nikogo nie lubię.
P.G: Aktorzy w zasadzie nie mają najlepszej opinii w kabarecie.
S.D.: Aktor prędzej, czy później zrezygnuje z kabaretu, bo będzie chciał grać role dramatyczne.
P.G.: Natomiast amator ma w sobie spontaniczność. Zenon Laskowik nie jest wykształconym aktorem, ale został obdarzony talentem komediowym. Niektórzy aktorzy, chociażby Cezary Pazura, odstawiają kabaret. Ja np. niecierpię jego wykonawstwa estradowego.
M.G.: Kiedy obserwuję Pazurę na scenie, to widzę jego role filmowe.
A Maciek Stuhr? To chyba przykład aktora, który sprawdza się w kabarecie?
P.G.: Tylko, że on przeszedł inną drogę. Najpierw występował w kabarecie, pisał i tworzył, a dopiero później zajął się aktorstwem. On jest akceptowany, bo nie przyszedł ze środowiska aktorskiego, nie poprosił kogoś, żeby mu napisał tekst. Zajmował się kabaretem i, w następstwie posiadania zdolności scenicznych, postanowił, że zostanie aktorem.
Czym dla Was nie jest Poligon Kabaretowy?
P.G.: Nie jest męczarnią, choć całość pracy nie należy do tak łatwych, lekkich i przyjemnych rzeczy, jak jej późniejszy rezultat.
S.D.: Nie jest domem.
M.G.: Nie jest źródłem dochodu.
P.G.: Chciałbym zmienić pytanie i odpowiedzieć, czym chciałbym, żeby był Poligon. Chciałbym, żeby był: najlepszą, najbardziej szanowaną, lubianą, najbardziej cenioną cykliczną imprezą kabaretową we Wrocławiu.
Czego nie lubicie przedstawiać na scenie?
P.G.: Czego nie lubimy, tego nie robimy.
M.G.: Pijaków.
Często zdarza się tak, że Seweryn wymyśla coś, czego nie lubicie i nie chcecie zagrać?
Chórem: Tak…!
S.D.: 9. marca na najnowszym Poligonie Kabaretowym wystąpimy ze skeczem o Hitlerze, w którym Adolf przyjeżdża do swoich rodziców.
P.G.: Mnie akurat Hilter nie uwiera…
M.G.: A papież? Ja nie chciałbym grać papieża, Popiełuszki, Ojca Pio.
P.G.: Osobiście nie mam z tym problemu. Mógłbym śmiać się z naszego papieża, ale mam wrażenie, że znakomitej większości publiczności by to nie odpowiadało. Nie chciałbym, żeby ktoś wyszedł z naszego występu obrażony, a wydaje mi się, że niektóre pomysły Seweryna mogłyby wywołać taką reakcję. Mamy napisany skecz o jedynym, niezarejestrowanym programie stand-upowym papieża Jana Pawła II. I taki skecz mnie nie uwiera…
S.D.: Mam nadzieję, że kiedyś dojdzie do premiery. Na razie doszło do blokady ze strony katolickiej hipokryzji reszty członków kabaretu.
M.G.: No, sorry! Jeśli skecz pisze wojujący ateista, to siłą rzeczy muszą pojawić się pewnego rodzaju skojarzenia. Jesteśmy za młodym kabaretem, żeby łapać za jaja wszystko, co się rusza. Nie chciałbym, by ktoś powiedział, że chwytamy się kontrowersyjnych tematów, żeby zaistnieć. Mogę śmiać się tak samo z papieża, jak i Goebbelsa, Goeringa i Modern Talking. Tylko za jakiś czas.
S.D.: Założę się, że za 5-10 lat dalej nie będziemy grać takich skeczy.
M.G.: Wtedy będziemy występować w telewizji, więc nie będziemy mogli sobie na to pozwolić.
Co jest najłatwiejsze w sztuce kabaretu?
P.G.: Chyba każdy odpowie inaczej.
M.G.: Paradoksalnie, najłatwiejsze jest rozśmieszanie, bo czasami ludzie śmieją się z tego, że podejdziesz i pierdniesz do mikrofonu… Nam nie o to chodzi.
Skoncentrowałbym się na tym rozśmieszaniu…Jestem pewien, że gdybym zapytał Was co jest najtrudniejsze, to padłaby odpowiedź, że właśnie rozśmieszanie…
P.G.: Czasem ktoś wyjdzie przebrany za babę i tym bawi publiczność przez pół godziny.
M.G.: Albo powtarza w kółko jakieś hasło, którym ty już rzygasz, a ludzie dalej się śmieją…
P.G.: Łatwo ulec pokusie powtarzania chwytliwego lajtmotywu. Dla mnie łatwe jest powiedzenie czegoś głupiego. Wydaje mi się, że mam łatwość „dorzucenia” czegoś śmiesznego.
M.G.: Ja mam łatwość pochrząkiwania przy mikrofonie.
Sylwia Styczeń: Z kolei ja nie umiem „dorzucać” śmiesznych rzeczy.
P.G.: Seweryn, chciałbym się dowiedzieć, co jest dla Ciebie łatwe w kabarecie?
S.D.: Uważam, że nic nie jest łatwe.
P.G.: Łatwo jest zepsuć żart, zestresować się na scenie, itp. Seweryn, coś mało mówisz… Chyba tematy rozmowy są zbyt mało kontrowersyjne?
S.D.: Na razie nic mnie nie zainteresowało.
P.G.: Możesz zapytać Seweryna o zmianę pokoleniową w jury.
S.D.: Co tak nagle zaczęliście się mną opiekować?
Kto nie jest Waszym autorytetem?
S.D.: Duchowi przywódcy. W zasadzie żadni przywódcy.
P.G.: Nie chciałbym się wypowiadać na temat kabareciarzy, ale jedno mogę powiedzieć. Nie jest dla mnie autorytetem ktoś, kto mówi, że to, co robimy, jest złe, chałtura, a potem sam sprzedaje jeszcze gorsze gówno w telewizji.
S.S. O kim mówisz? O Fedorowiczu?
P.G.: Nie, nie. Z panem Jackiem Fedorowiczem nie miałem przyjemności. Ale wolałbym to nazwisko zatrzymać dla siebie.
M.G.: Dla mnie autorytetem nie jest ktoś, kto zabiera głos w sprawach, o których nie ma zielonego pojęcia.
Który kabaret nie jest Waszym ulubionym?
S.D. Wszystkie poza Kabaretem Hrabi.
S.S.: Taki, który łapie za mordę publiczność, nie puszcza i każe się śmiać.
P.G.: Nachalny i prymitywny. Moim ulubionym kabaretem nie jest Kabaret pod Wyrwigroszem.
M.G.: Mnie bardzo się podobają ich niektóre żarty. Za to ja nie lubię piosenek w kabarecie.
P.G.: Zazdrościsz, bo sam nie umiesz śpiewać. Nie słyszałeś dobrych piosenek.
Z czym nie kojarzy się Wam rewitalizacja Nadodrza?
P.G: Z szybkością i tempem robót.
S.D.: Mnie się nie kojarzy z tanimi narkotykami.
* * *
Portal: stacjawroclaw.info
Autor: Adam Kruzel
Data publikacji: 2010-02-05
Tytuł: Kobieta w kabarecie być powinna
Kabaret CHYBA jest najaktywniejszą formacją działającą w granicach Wrocławia. Zespół składa się z czterech osób, zafascynowanych dobrym humorem. Sylwia „Sylwek” Styczeń, Piotr „Guma” Gumulec, Seweryn „Sewi” Domagała i Maciej „Mieczysław” Gliński to nietuzinkowe osobowości, świetnie uzupełniające się na scenie.
Poza własną twórczością skupiają się na ogólnym rozwoju regionalnego środowiska kabaretowego. Od roku organizują „Poligon Kabaretowy”, gdzie młodzi artyści mogą dać upust swojemu poczuciu humoru. Impreza odbywa się w klubie Włodkowica 21. Do tej pory występowali na niej: OTOoni, Szydera, Dabz, Statyf, Noł Nejm, Jurki, Nic Nie Szkodzi, Klakier, Hlynur i Ymlałt. Kolejny, 11. „Poligon”, 9 marca o godz. 19:11. Jak na dwuletnią działalność, grupa ma za sobą spore osiągnięcia m.in. I miejsce w konkursie Polskiego Radia [właściwie “nagroda dzienna” - przyp. Chyba], Nagroda Publiczności na festiwalu “Fermenty 2009″, Grand Prix na Eliminacjach 38. i 39. FAMY (2008 i 2009), Półfinalista 25. PAKI. Najświeższym wyróżnieniem była kwalifikacja do pierwszej piątki o tytuł najlepszego animatora sztuki na - „Szczyt Kultury”. Podczas rozdania nagrody miałem osobistą przyjemność przekonać się czy słusznie.
Powiedzcie coś o sobie jak się nazywacie, kim jesteście, co robicie
Seweryn Domagała: Nazywam się Seweryn Domagalski, a to jest Maciej Gliński. Jesteśmy studentami Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej we Wrocławiu
i tak jak każdy student zajmujemy się leniuchowaniem.
Maciej Gliński: I studiowaniem.
Seweryn: W wolnych chwilach zajmujemy się kabaretem.
Rozumiem, że wolne chwile zajmują Wam sporo czasu
Maciej: Tak.
Seweryn: Staramy się to wypośrodkować. Szukamy złotego środka między tymi dwoma, ulubionymi zajęciami.
Co ze studiowaniem
Maciej: Gdzieś pojawia się nauka, ale bez przesady. Poza tym na piątym roku studiów mamy mało zajęć.
Skąd pomysł na założenie kabaretu; Chcieliście być kolejni
Seweryn: Tak, chcieliśmy być kolejni. Pomysł na kabaret wytworzył się w głowie Piotrka Gumulca. Jego brat miał już kabaret, w którym odnosił sukcesy, a Piotrek jako, że jest od niego młodszy, zazdrościł mu, zawsze podkradał garderobę, więc w końcu zaczął wymyślać puenty i żarty. Stwierdził, że na studiach ma osoby, z którymi mógłby zrobić kabaret, no i odezwał się do nas. Zapytał się mnie i Maćka czy mielibyśmy ochotę to robić.
Dobrze się znacie ze studiów
Seweryn: Tak, chociaż nikt z nas z Wrocławia nie jest.
Jest kobieta - Sylwia
Maciej: My jej nie znamy.
Seweryn: Poznaliśmy ją na imprezie u koleżanki ze studiów, z którą mieszka. Spodobała nam się
i stwierdziliśmy, że fajnie jest mieć kobietę w kabarecie, ponieważ kobieta w kabarecie być powinna. Zdecydowanie faceci nie mogą grać sami. To, co robił Monty Python, przebieranie się za kobiety jest jednym z najprostszych środków do wywołania śmiechu. Więc kobieta wzięła się z tego, że takich rzeczy nie chcieliśmy robić. Zawsze chcieliśmy pracować z kobietą, bo to jest wyzwanie.
Wyzwaniem nazywacie pracę z kobietą czy nad kobietą
Seweryn: Myślę, że obydwie formy są dobre. Wyzwaniem nazywam i to mnie interesowało, jak Sylwia w trakcie trudnych dni zachowywałaby się na scenie. Ponadto, Sylwia jest z natury spokojna i nigdy się nie gniewa, więc jest jeszcze ciekawiej. Nie mieliśmy jeszcze okazji tego obserwować.
Maciej: Generalnie ona nam się nie zwierza. No chyba , że Tobie?
Seweryn: Nie, nie, mi się nie zwierza.
Maciej: Wiesz, my nie dostajemy od Sylwii takich jasnych sygnałów „słuchajcie, to jest teraz”.
Ciekawi mnie skąd czerpiecie pomysły na tworzenie nowych skeczy
Seweryn: Maciek wymyśla teksty.
Maciej: Nie! Seweryn specjalnie tak mówi, bo to on jest tekściarzem. Pomysły biorą się z jego irracjonalnego poczucia humoru i niekiedy ciekawego spojrzenia na świat, a później obrabiamy to na próbach. Seweryn czasem zamyka się w domu na dwa dni, kupuje wystarczająco jedzenia i potrafi z niego nie wychodzić. Wtedy zupełnie traci kontakt ze światem zewnętrznym, staje się aspołeczny i trzeba go normować.
Seweryn: Wiesz, jesteśmy amatorami, uczymy się tego wszystkiego. Staramy się być bardzo uważnymi, aby wyłapywać tematy, które powinny być przez nas zrobione. Nie boimy się chyba trudnych tematów, nie?
Maciej: Ty się ewidentnie nie boisz.
Jesteście kontrowersyjni; Uważacie się za takich
Maciej: Nie.
Seweryn: Nie, nie, nie. Chciałbym, aby ten kabaret był kontrowersyjny, poruszał trudniejsze tematy i nie bał się śmiać np. z czarnej populacji naszego świata.
Maciej: Ale to jest trudne. Teraz wszyscy śmieją się z czarnej populacji i żeby to wszystko miało ręce i nogi, żeby to nie było tanim bezsensem, że Ci zaraz coś odbije….
Seweryn: To może być papież na przykład? Też można się pośmiać.
Maciej: Można się pośmiać ale pomyśl kto się będzie z tego śmiał? Każdy, ale jednocześnie nikt otwarcie tego nie zrobi…
Seweryn: No! I dlatego tutaj jest miejsce.
Maciej: Gdy młody kabaret łapie się za jakieś chamidło, to wiesz jakie będą komentarze.
Seweryn: To nie jest chamidło. Myślę, że już minął okres karencji na nie śmianie się z Jana Pawła II. Już jest czas, aby coś w tym kierunku zrobić.
Maciej: Nie w tym kierunku. Nie, nie, nie.
Czyli wasz punkt widzenia jest różny
Maciej: Tak.
Seweryn: Jak widzisz reszta grupy skutecznie mnie blokuje, przez co niektórych rzeczy nie robimy, niestety.
Widzę, że wciąż się poznajecie i docieracie. A jak to jest z prześmiewaniem się z ważnych postaci w naszym życiu, odgrywających istotną rolę w świecie
Seweryn: Dla mnie papież nie jest ważną osobą w życiu. Jest zwykłym politykiem.
Mówisz teraz o Janie Pawle II
Seweryn: Mówię ogólnie o funkcji papieża. Nie widzę żadnych przeciwwskazań, żeby się z niego nie śmiać. Podobnie jak śmiejemy się z policjantów, lekarzy czy prezydentów.
Maciej: Owszem, ale są tego pewne konsekwencje. Śmiejąc się z papieża zawężamy sobie liczbę odbiorców. Na końcu okaże się, że ludzi, którzy byli z nami od zawsze, zamieniliśmy na wąską grupkę szaleńców.
Rozumiem, w takim razie powiedzcie jak Was odbiera publika; Jak jest na Waszych występach
Seweryn: Przyjdź na występ i wtedy zobaczysz jak ludzie nas odbierają. Mam nadzieję, że trafisz na nasz dobry dzień. Wrocławska publiczność zaczyna nas kojarzyć i chyba lubić.
Maciej: Świadczą o tym „Poligony kabaretowe”.
Przekażcie coś więcej na ten temat. Jaka jest formuła tego spotkania
Seweryn: ”Poligon kabaretowy” to spotkanie z młodym, nieznanym lub znanym odrobinę z pojedynczych skeczy kabaretem. „Poligon” jest miejscem, w którym głównie kabarety z Wrocławia mają szansę razem spotkać się na scenie i pokazywać premierowe rzeczy.
Maciej: Uważam to za jedno z nielicznych miejsc, gdzie nieznane kabarety mogą regularnie, raz w miesiącu, przećwiczyć to, co robią na co dzień. Występując przed publicznością mogą poczuć, że to, co robią, ma sens. Podczas pokazywania większości skeczy występuje akcja-reakcja, jest śmiech. Na szczęście nie jest jak w teatrze, że wszyscy siedzą cicho.
Seweryn: Jak w kabarecie jest cisza, to jest źle.
Czasami milczenie jest złotem…
Seweryn: Na szczęście jesteśmy złym przykładem.
Maciej: U nas rzadko kiedy jest cisza.
Seweryn: We Wrocławiu.
Co do kabaretów, które zapraszacie na „Poligon”, jesteście otwarci na wszystkich
Seweryn: Nie, nie jesteśmy otwarci na wszystkich, bo podstawą jest wiedza, co ten kabaret pokazuje. Jeszcze nigdy nie zaprosiliśmy kabaretu, którego nie widzieliśmy na scenie.
Maciej: Na „Poligon” przychodzą ludzie, aby zobaczyć coś ciekawego, i uwierz mi, że siedząc przez półtorej godziny na krześle, przy czymś bez sensu, komentarze na temat występów pojawiają są od razu. Nie jest tak, że ktoś się wstydzi powiedzieć ”to było bez sensu”.
A gdyby ktoś chciał pokazać się przed Wami; Moglibyście to zobaczyć
Seweryn: Jeżeli odezwie się do nas ktoś z wrocławskich kabaretów lub ktoś kto zakłada kabaret we Wrocławiu i okolicy, a ma ochotę przyjechać, to jesteśmy otwarci. Po to też powstał „Poligon”. Jeśli kabarety chcą tu się pokazać, to mamy jeden warunek. Najpierw musimy zobaczyć waszą twórczość.
Jakie znacie wrocławskie grupy
Seweryn: Hmmm, jest Elita, Neo-Nówka…
Tak, to są te znane a reszta
Seweryn: Kabaret Chyba. No i z tych ważniejszych, to już chyba wszystko.
Powracając do Was. W jednym z wywiadów, który przeprowadzała Kinga Czernichowska, powiedzieliście: „Wychowaliśmy sobie publiczność”. Na czym to polega
Maciej: Na Włodkowica 21 to jest możliwe.
Seweryn: Od samego początku „Poligonu” skupiliśmy się na tym, żeby publiczności uświadomić, że kiedy występujemy w premierowym skeczu, a tylko takie gramy na „Poligonie”, to tak naprawdę je ćwiczymy. Chcemy, żeby widownia wiedziała, że pojawia się słabe żarty, logika wydarzeń może być zaburzona. I dlatego publiczność uczulamy na to. W ten sposób „wychowujemy publikę”, ucząc np. reakcji. Nie tylko śmiech jest występuje w kabarecie. Można się zdziwić, bić brawo.
Maciej: Można gwizdać.
Seweryn: Gwizdać, jasne.
Jakie reakcje spotykacie najczęściej
Seweryn: Na szczęście śmiech.
Muszę się zapytać o jedną rzecz. Z kim chcielibyście wystąpić
Maciej: Z Zenonem Laskowikiem.
Seweryn: Raz w miesiącu występujemy na „Wrocławskiej Scenie Kabaretowej” w Multikinie, gdzie występują gwiazdy znane z telewizji. Ciężko będzie znaleźć kabaret, z którym chcielibyśmy wystąpić.
To, że przebywacie, występujecie z tymi osobami jest dla Was nauką
Seweryn: W prawie każdym przypadku prosimy, aby obejrzeli nasz występ i powiedzieli, co robimy źle, a co dobrze. Jesteśmy na to otwarci.
Maciej: Występy z nimi są obserwacją roboty zza kulis. Dzięki temu wiem, że nie jest to permanentna zabawa, permanentny śmiech, beka non-stop. Wcale tak nie jest. Za sceną widać, że ci ludzie są zorganizowani, sprawnie się pakują i przenoszą w następne miejsce, kolejne granie. Mnie się kiedyś wydawało, że będzie zabawnie cały czas. Wcale to tak nie wygląda. Nudno, próby…
Seweryn: Zdziwiłbyś się gdybyś zobaczył, jak niektóre kabarety zachowują się za kulisami. Na przykład pomiędzy skeczami, w których nie występują, siadają i czytają gazety.
Na jaki występ chcecie zaprosić
Seweryn: Bardzo serdecznie zapraszamy na każdą edycję „Poligonu Kabaretowego”, ponieważ są to niepowtarzalne wieczory, właściwie za każdym razem inne. W najbliższym czasie chętnie zaprosimy również na eliminacje regionalne do PAKI, którą mamy zamiar w tym roku…
Maciej: Mamy zamiar się tam dostać, przede wszystkim.
Seweryn: Eliminacje odbędą się pod koniec lutego we Wrocławiu.
Kiedy „Poligon”
Seweryn: ”Poligon” 9 marca o godzinie 19:11. Będą tam na pewno cztery wrocławskie i opolskie formacje. Gwiazdy jeszcze nieznane.
Więc może Wy
Seweryn: Jesteśmy nią na każdym „Poligonie”.
Z niecierpliwością czekam na „Poligon” pozytywnych emocji, jednak wcześniej, bo 10 lutego posłucham żartów na deskach Centrum Sztuki Impart podczas przeglądu - “Do mikrofonu prosimy”.
* * *
Portal: mmwroclaw.pl
Autor: Kinga Czernichowska
Data publikacji: 2009-03-22
Tytuł: Chyba: Jesteśmy zjawiskiem pod czarną płachtą
Twórcy imprezy Poligon Kabaretowy, kabaret Chyba, mówią o sobie, że nie są zjawiskiem. Tymczasem od scenicznego debiutu minął ponad rok. Co w tym czasie się zmieniło - sprawdzaliśmy sami.
Kinga Czernichowska: Jakie były początki Waszego kabaretu?
Piotr „Guma” Gumulec: Na pierwszym roku studiów zaproponowałem Sewerynowi (znamy się z Mietkiem i z Sewerynem właśnie ze studiów) zrobienie jakiegoś skeczu. Był wówczas zawziętym dziennikarzem i rysownikiem zabawnych komiksów. Chciał być kimś takim jak Marek Raczkowski. Ja sam nie miałem śmiałości do stworzenia takiej inicjatywy. Potem z Mietkiem rozmawiałem trochę na ten temat, ale to wszystko pozostało bez odzewu. Aż do momentu, kiedy z Sewerynem pojechaliśmy na Festiwal Kabaretu do Zielonej Góry. On zaczął pisać teksty, usilnie nas namawiać do prób. Można powiedzieć, że ja byłem iskrą, a Seweryn wzniecał dalsze ognisko. Włożył mnóstwo pracy w to, żeby nas zmobilizować.
Seweryn Domagała: Potwierdzam.
Guma: Takie są właśnie początki kabaretu Chyba. Ktoś ma jakąś inną wersję?
Sylwia „Sylwek” Styczeń: Ja mam wersję skróconą, bo dołączyłam do zespołu nieco później. Kiedyś z Sewerynem rozmawiałam na temat tego, że potrzebowaliby dziewczyny i jakoś tak po prostu wyszło.
Seweryn Domagała: Rok temu, w marcu 2008 zadebiutowaliśmy we Wrocławiu podczas eliminacji regionalnych do PAKI.
Guma: Skończyliśmy roczek.
Seweryn Domagała: Niedługo będziemy mówić.
Guma: Na “ząbkowe” już można się zrzucać.
K.Cz.: Co Was pociągnęło w kabaretowym klimacie?
Seweryn Domagała: Byłaś na Poligonie. Widziałaś, jakie są reakcje. Ludzie się śmieją, to jest fantastyczna sprawa. W jakiś sposób umiemy rozśmieszać publiczność.
Guma: Bardzo nam się to podoba. Jest fajnie, kurczę! Ludzie się śmieją z ciebie albo z tego, co mówisz.
Seweryn Domagała: W ogóle to nie jest dla nas problemem, że się z nas śmieją.
Sylwek: Wolę jak np. ludzie się z nas śmieją niż jak płaczą.
K.Cz.: Czym jest dla Was samych Poligon?
Guma: Robię Poligony dla siebie, bo się wtedy dobrze bawię. Mietek na przykład źle się bawi, ale Poligony robi.
Maciej „Mietek” Gliński: Nie, przepraszam! Akurat Poligony to jedyna rzecz, na której się jeszcze bawię. Na udział w przeglądach jestem zmuszany. Mówi się, że jestem drzazgą w oku tego kabaretu. Gdybym mógł, to bym się wypisał. Parokrotnie następowały takie próby, ale zawsze pokrzyczę, pokrzyczę i na tym się kończy.
Guma: Mietek jest tu siłą przetrzymywany, a potem dobrze się bawi. (śmiech) Z nim mamy największy problem. Najpierw jedziemy na przegląd, występ nam się udaje, jesteśmy podnieceni, a za trzy dni umawiamy się na próbę i, trzeba go zmuszać, aby przyszedł, zrobił, żeby mu się chciało.
K.Cz.: To może teraz do Mietka pytanie: co Ty sam lubisz przedstawiać na scenie?
Mietek: Generalnie to wszystko wygląda tak, że mój udział w kabarecie jest bardzo mały. Gram to, co Seweryn napisze.
Seweryn Domagała: Najlepiej mu wychodziła rola pijanego Słowackiego. Przez kabaret Hrabi został zauważony jako chłopak z wielkim potencjałem do roli pijaka.
Mietek: Tak naprawdę to chyba najbardziej lubię role złośliwców i cyników. Najchętniej gram tam, gdzie można przypiąć szpilę drugiej osobie. Na przykład z kolegą Gumą lubię rozmawiać, bo mam wtedy pole do popisu. Poza tym lubię sytuacje, kiedy na scenie można dołożyć jakiś swój własny tekst.
Seweryn Domagała: Są osoby, które lubią sadomaso, trójkąty, a Mieciu lubi dopieprzać na scenie.
K.Cz.: Co jest najtrudniejsze w sztuce kabaretu?
Mietek: Najtrudniejsze w sztuce kabaretowej jest to, że istnieje megainterakcja z publicznością w momencie grania. W przypadku sztuki teatralnej, można ją obejrzeć, ale nie ma reakcji publiczności. W kabarecie od razu tworzy się reakcja.
Sylwek: Najtrudniejsze jest zmierzenie się z sytuacją, gdy publiczność się nie śmieje. Wtedy na scenie powstaje blokada i nie wiemy, jak sprzedać kolejne żarty.
Guma: Nie umiemy jeszcze tego. Rok, jak na istnienie kabaretu, to jednak za mało. Chyba że jest się jakimś zjawiskiem. My nie jesteśmy.
Seweryn Domagała: Może inaczej: jesteśmy zjawiskiem pod czarną płachtą.
Guma: Zgadzam się z tym, że najtrudniejsza jest obawa o brak reakcji i umiejętność pokonania jej. Na przykład gramy nową rzecz, jedziemy gdzieś i nie znamy ludzi stanowiących publiczność. Na Poligonie jest o tyle inaczej, że to my wychowujemy sobie publiczność. Nie wiemy natomiast, czy jak się pojedzie na wschód Polski, to spotkamy się z pozytywną reakcją publiczności. I o wschodzie Polski mówię specjalnie, bo graliśmy w grudniu w Radomiu i to, co bawiło wrocławian, nie rozśmieszyło tamtej publiczności. W momencie, kiedy jest cisza i trzy oklaski, to przed wejściem na następny numer myślimy: „Kurczę, ale kicha”.
Seweryn Domagała: Można powiedzieć, że walczymy z publicznością.
Mietek: Pewne niuanse kryją się też w kwestiach technicznych, jak np. oświetlenie sceny. Bo jeśli jest tak jak we Włodkowica 21, że mamy reflektor rzucony na twarz, to wtedy publiczności aż tak się nie widzi i łatwiej przełamać bariery, które powstają w momencie, kiedy widzimy widownię.
K.Cz.: Kto jest dla Was autorytetem?
Mietek: Aśka Kołaczkowska. Nie Kamys, tylko Aśka Kołaczkowska. Właściwie to mam nawet dwa autorytety, Tym drugim jest Zenon Laskowik.
Seweryn Domagała: Niewątpliwie kabaret Hrabi. Ostatnio słyszeliśmy takie zdanie, że na scenie kabaretowej Hrabi jest takim przedstawicielem jazzu. Są perfekcyjni.
Sylwek: Mnie osobiście bardzo śmieszy Mumio, ale zdaję sobie sprawę, że Mumio to zupełnie inna szufladka, więc nawet nie staram się ich rozpracowywać.
Guma: Dużo nazwisk trzeba by wymieniać. Aśka Kołaczkowska, Władysław Sikora, Robert Górski, Zenon Laskowik.
K.Cz.: Każdy z Was ma swój pseudonim oprócz Seweryna, który według Waszej strony internetowej, jest „małym Hitlerem”.
Seweryn Domagała: Nie jestem autorem tego określenia.
Guma: Ja jestem. To znaczy my tak do niego nie mówimy. Jest bardzo despotyczny i rządzi się, stąd to się wzięło.
Mietek: Ale jest najmilszy z nich wszystkich. Sylwia i Seweryn są najmilsi w kabarecie. Natomiast reszta, oprócz mnie, pozostawia wiele do życzenia.
Guma: E tam, da się żyć. To jest problem, że Seweryn nie ma ksywy. Bo co z tego zrobić? Muszę zwracać się po ksywach. Nie umiem inaczej.
K.Cz.: Kabaret wymusza posiadanie ksywy?
Mietek: Nie, tu akurat chodzi o ksywy ogólnie, nie wynikające z kabaretu.
Guma: Tylko Mietek ma kabaretowy pseudonim: Stefka. Jak byliśmy na warsztatach z Hrabi, to Mietek grał pijaka i ciągle krzyczał „Stefka! Stefka!”. Wtajemniczeni znają go pod tym właśnie pseudonimem.
Mietek: To z Aśką Kołaczkowską grałem właśnie.
Guma: Tak, Mietek grał z Asią Kołaczkowską na jednej scenie i do tej pory wszyscy mu zazdrościmy.
Mietek: Właśnie! Znowu „Mietek”, a wcale nie mam tak na imię.
Guma: Mówimy do niego Mietek, Mieciu, Maciek i zrobił się z tego jakiś taki Miętus z Blaszki.
Mietek: Sir Miecz z Blaszki. (śmiech)
Guma: Mietek pochodzi z Blachowni koło Częstochowy.
K.Cz.: Co przygotujecie na następny Poligon?
Seweryn Domagała: W planach mamy zaproszenie siedmiu kabaretów. Na pewno będą to kabarety z Dolnego Śląska. Mowa m.in. o dwóch wrocławskich kabaretach, które pokazały się w tym roku na PACE. Oprócz tego zamierzamy zaprosić kabaret ze Świdnicy oraz kabarety, które już zagościły na scenie we Włodkowica 21. Chcemy rozbudowywać dolnośląską, a przede wszystkim wrocławską scenę kabaretową. Na pewno będą to dwie godziny wspaniałej, soczystej zabawy. Chodzi o to, żeby pokazywać młodych. Nam też było kiedyś trudno. A przy okazji można zrobić wiele dobrego dla rozwoju kabaretu na Dolnym Śląsku.
K.Cz.: Dziękuję bardzo!
* * *
Portal: gpunkt.pl
Autor: Lech Moliński
Data publikacji: 2009-03-17
Tytuł: Domagała: Z pewnością kabaret. CHYBA
Redaktor naczelny Gpunktu rozmawia z dziennikarzem-prowokatorem, który przedzierzgnął się w artystę-kabareciarza. Seweryn Domagała n a p e w n o lideruje wrocławskiej grupie kabaretowej CHYBA, studiuje Dziennikarstwo i Komunikację Społeczną. W pisaniu o kabarecie c h y b a decyduje się na to, co n a p e w n o przeszkadzało mu w działalności dziennikarskiej – kompromisy. Dlaczego? Odpowiedzi szukajcie w tej rozmowie.
Na początku wszystkiego do redakcji Gpunktu przyszedł mail o takiej treści:
„Witam bardzo serdecznie,
Nazywam się Seweryn Domagała, jestem członkiem kabaretu Chyba.
Chciałbym Państwa poinformować o czwartym wieczorze o charakterze kabaretowym z cyklu “Poligon kabaretowy”. 11 marca we wrocławskiej klubokawiarni “Włodkowica 21″ odbędzie się “IV Poligon kabaretowy”, podczas którego wystąpią trzy dolnośląskie kabarety, prowadzić wieczór będzie wrocławski kabaret, a gwiazdą wieczoru będzie finalista PAKI. W załączniku przesyłam notatkę prasową o tym wydarzeniu oraz plakat i zdjęcie gwiazdy wieczoru.(…) Byłbym bardzo wdzięczny za zainteresowanie i wykorzystanie informacji zawartych w mailu.”
Seweryn najwyraźniej nie wiedział, kto stoi za tym portalem, ale nic dziwnego w tym nie ma, wszak stopka redakcyjna skrzętnie ukrywa takie informacje przed wzrokiem niepożądanych osób. W każdym razie odpowiedź była jak następuje:
„Witaj,
Z tej strony Lechu, może mnie kojarzysz z dziennikarstwa. Bardzo chętnie wsparłbym Waszą inicjatywę, ale, niestety, nijak nie mieści się w profilu napuszonego portalu Gpunkt.pl. Jako że razem studiowaliśmy, brałeś udział w Gpunktowym Śniadaniu Mistrzów, mogę Ci zaproponować innego rodzaju promocję - wywiad z Tobą. Temat: dlaczego obiecujący dziennikarz, bardzo sprawny w sztuce wywiadu, wycofał się z tej działalności i zajął się kabaretem. Bo być może się mylę, ale chyba nie zajmujesz się obecnie aktywnym dziennikarstwem…
Odezwij się, jeżeli jesteś zainteresowany. Mam tylko nadzieję, że kryje się za tym jakaś historia, albo do momentu naszej rozmowy takowa story powstanie.”
Z ewidentnego kolesiostwa i pisania o inicjatywach własnych znajomych powstała momentami autentycznie ciekawa rozmowa o granicach kompromisu i wyborach życiowych młodego człowieka z Talentem. Najpierw rozmawialiśmy…
…o miesięczniku „Odra”
(Po przeprowadzce do Wrocławia – przyp. LM) kompletnie nie wiedziałem, co to jest „Odra”. Dalej za bardzo nie wiem, zdaje się, że ma jakieś związki z literaturą…
…o wyborze studiów
Jeden z kolegów powiedział mi, że trudno się dostać na te studia, ale jeszcze trudniej z nich wylecieć. Na razie sprawdza się to w 100%.
…o dziennikarstwie kulturalnym
Satysfakcję z tego miałem zawsze. Jakbym nie miał satysfakcji, to sprzedawałbym nabiał w Biedronce.(…) Z drugiej strony, kiedy zacząłem poznawać kolejne dziedziny sztuki, to troszkę mnie przytłaczała ilość informacji, które musiałem posiąść, żeby móc konstruktywnie krytykować pewne rzeczy.(…) Skupiłem się na wywiadach, które jakoś mi tam wychodziły i były najmniej ograniczającą formą sztuki dziennikarskiej. Pisałem do tygodników lokalnych, do Relaza, opublikowano mi też rozmowę z Krzysztofem Globiszem w „Machinie”.
…o wywiadach z gwiazdami popkultury
Wywiady z gwiazdkami popkultury były po części wyborem podyktowanym kosztami finansowymi. Najczęściej bodźcem do przeprowadzenia był przyjazd np. Natalii Kukulskiej do klubu w Świdnicy, w której mieszkam. Bardziej fascynowały mnie rozmowy z Krzysztofem Globiszem czy Tymonem Tymańskim(…) ale trzeba robić wywiady ze znanymi osobami, bo wiadomo, że to łatwiej sprzedać, niż rozmowę z Tomaszem Stańko czy Michałem Urbaniakiem. Jest łatwiej się przebić.(…) Jarało mnie też, że mogę powiedzieć Gosi Andrzejewicz, iż większość jej rymów to czyste disco polo, a ona o melodii i aranżacji nie ma zielonego pojęcia.
…o rezygnacji z dziennikarstwa
W pewnym momencie odkryłem (źle to brzmi, ale jakoś to trzeba ująć, więc powiedzmy, że odkryłem), iż krytykowanie gwiazd podczas rozmowy w takim stopniu, w jakim oczekuję, w żadnym medium nie ma miejsca. Np. w „Machinie” pojawił się wywiad Piotra Metza z Dodą, w którym on zadał 2-3 pytania takie, jakie lubię, czyli ostre, a reszta była uzupełnieniem sesji zdjęciowej.
Później doszliśmy do sedna. Klasycznego sedna.
Lech Moliński: Z czego wynikało Twoje przejście do kabaretu?
Seweryn Domagała: Jest bardzo dużo wątków, ograniczę się do tego, że do dziennikarstwa zniechęciło mnie użeranie z redaktorami o publikację artykułu w wymarzonej przeze mnie formie. W międzyczasie pojechałem na Festiwal Kabaretu do Zielonej Góry, gdzie spałem za darmo, jadłem za darmo i jeździłem taksówkami też właściwie za darmo. Bardzo mi się podobało, że jako dziennikarz zostałem tak potraktowany. Z drugiej strony zaczynałem wtedy postrzegać kabaret jako zjawisko artystyczne, zafascynowało mnie to. Zaistniały ku temu sprzyjające okoliczności – mój kolega Piotrek (Gumulec – przyp. LM), którego brat występował w kabarecie Nie My, ciągle podrzucał mi do rozpatrzenia ideę założenia kabaretu. Nasz kolega Maciek Gliński, który co prawda jest anty-kabaretowy, choć ostatnio się przekonuje, pasował „twarzowo” do kabaretu, mówiąc najkrócej. Wkrótce postanowiłem porzucić dziennikarstwo na rzecz właśnie kabaretu, ponieważ wielu twórców kabaretowych sugerowało mi, że nie da się robić kabaretu nie skupiając na nim 100% uwagi. Jako naiwny, głupi, młody człowiek zawierzyłem i rzuciłem wszystko.
Rzeczywiście nie da się tego łączyć?
Mimo wszystko się staram, bo prowadzę bloga o kabarecie (www.kabaret.blox.pl), w którym na bieżąco informuję o największych imprezach kabaretowych, ewentualnie pojedynczych występach, chałturach kabareciarzy, bo oni też chałturzą – i to bardzo!
Skoro chałturzą, to znając Twoje wcześniejsze doświadczenia, domyślam się, że pozwalasz sobie na uszczypliwe komentarze pod ich adresem?
Jak najbardziej, po to jest ten blog. Mogę na nim wyrażać swoje subiektywne opinie i korzystam z tego, chociaż teraz już rzadziej…
Czemu? Czyżbyś stał się częścią środowiska?
Tak, to było nieuniknione. Przez pierwsze cztery miesiące prowadziłem zapiski anonimowo, ale szybko do artystów zaczęły docierać informacje, że jest coś takiego w sieci. Wtedy zaczęło się śledztwo: kto prowadzi tego bloga?. Dowiedziała się jedna, dwie osoby, a później już poleciało.
Wyszło na jaw, że te komentarze są Twoją sprawką. Złagodniałeś?
Spotykam się z opiniami, że złagodniałem i największym moim minusem jest to, że poznałem za dużo ludzi.
Nie ma w tym pewnego paradoksu? Od dziennikarstwa odstręczały Cię m.in.: kompromisy i ograniczenia redaktorów. W tym przypadku sam się cenzurujesz – kabareciarze chałturzą, ale nie wypada tego skrytykować, bo to koledzy?!
Spodziewałem się, że będzie to nudna rozmowa. Tym bardziej się cieszę, że jest ostro, bo tylko takie wywiady powinny się ukazywać. Choć nie jestem znany, to może jakiś fermencik się wznieci wokół publikacji (śmiech). Wracając do pytania – jest w tym jakiś paradoks. Jeżdżąc na wywiad z Gosią Andrzejewicz czy Robertem Friedrichem z Arki Noego, mogłem sobie pozwolić na krytykę ich działań. Miałem tę łatwość, że nie musiałem ich na co dzień widywać – poświęcali mi 20 minut po koncercie, później wszystko odbywało się drogą mailową, ewentualnie telefoniczną. Kabareciarzy widuję raz na miesiąc, raz na dwa miesiące, poznałem ich przez to bliżej. Nie byłbym sobą, gdybym nie krytykował pewnych rzeczy. Natomiast wiem, że jako początkujący kabareciarz nie mam całej wiedzy odnośnie kabaretu. Jestem na takiej pozycji, że z krytyką muszę być ostrożniejszy. Tworząc z kolegami własny kabaret postawiłem się w sytuacji, kiedy próbuję być po obydwu stronach barykady.
Jak krytykować innych za chałturzenie, kiedy samemu występuje się w Multikinie? Multipleks to nie jest naturalna przestrzeń dla kabaretu.
Musielibyśmy się zastanowić nad definicją chałtury. Na pewno będzie nią poprowadzenie wyborów Miss Polski.
Dostajecie taką propozycję. Przyjmujecie?
Wiesz co, interesujemy się tym. Na razie nie mieliśmy takiej propozycji, choć występ w pizzerii mamy za sobą, ale pocieszamy się tym, że było to o czternastej, mogliśmy spokojnie zdążyć na „Fakty” i z nami występował Artur Andrus. Wspomniane prowadzenie wyborów Miss Polski jest stuprocentową chałturą. Ostatnio dostaliśmy propozycję, aby poprowadzić pokaz mody w jednym z wrocławskich centrów handlowych. Jako że nie próbowaliśmy czegoś takiego, zastanawiamy się, czy nie byłoby warto podjąć wyzwania.
Na zasadzie rozsadzenia imprezy od środka?
Są dwie opcje: albo prowadzimy i występujemy, albo tylko i wyłącznie występujemy. Jest to kuszące, żeby sprawdzić jak daleko można posunąć się na scenie między Deichmannem, a Pimkie i poużywać sobie na ludziach, którzy przychodzą na taki pokaz, ewentualnie na organizatorach. Zawsze w podobnych sytuacjach staram się zastrzec stuprocentowy wpływ na scenariusz. Organizatorzy narzucają tylko pewne ramy. My odpowiadamy za scenariusz i staramy się jak najmniej skurwić podczas takiego występu. Takie postawienie sprawy przez nas czasami zniechęca organizatorów, czasami wywołuje ciekawe rozmowy na ten temat.
Ale to jest podobne jak w dziennikarstwie ścieranie z ludźmi, którzy chcą Was zatrudnić.
W czasie mojego dziennikarzowania/wywiadowania pozwalałem sobie na krytykę tekstów Gosi Andrzejewicz. Wtedy ona miała argument, że przecież sam nie piszę tekstów, nie znam się na melodii, natomiast ją krytykuję. Tymczasem w kabarecie muszę najpierw spróbować tej chałtury, żeby później móc krytykować z tego powodu. Nie wiem, czy jest mi to potrzebne, ale dzięki temu można też zarobić pieniądze. A wiadomo, że kiedy brakuje występów, kabaret może przestać istnieć. Jeśli pokochało się kabaret, tak jak ja pokochałem, że będę górnolotny, to trzeba dbać o zespół. Jesteśmy też zmuszeni robić jak najwięcej rzeczy, z których są pieniądze, żeby móc pozwolić sobie na wyjazd na festiwal.
Kabaret CHYBA funkcjonuje już jakiś czas. Czy możesz powiedzieć, że udało się Wam odnieść sukces?
Korzystając z 30 sekund, pozwolę sobie powiedzieć, że podczas pierwszego roku naszej działalności dostaliśmy się do finału FAMY, wygraliśmy przegląd regionalny we Wrocławiu. Na finał nie pojechaliśmy, ale szczycimy się tym, że udało nam się dostać. W pewnym sensie sukcesem jest, że aktualnie prowadzimy dwie sceny we Wrocławiu. Jedna jest kameralna, tańsza z „młodym” kabaretem i nieznanym masowo, w klubie Włodkowica 21. Stworzyliśmy ją sami jako Kabaret CHYBA, z pomocą dwóch kabaretów. Nie będę wymieniał nazw, żeby nie robić im reklamy – sorry chłopaki! Tam robimy rzeczy, które nam się podobają. Pod hasłem Poligonu Kabaretowego, który w marcu odbył się po raz czwarty, kryje się czysta satysfakcja z występowania. Nie zarabiamy na tym, ale mamy frajdę, że możemy kształtować tak wieczory, jak chcemy. Pełna wolność. Nie jesteśmy ograniczeni, jak Gosia Andrzejewicz, chociażby targetem. I przez to szefostwo klubu jest zadowolone, i my jesteśmy zadowoleni, i publiczność też, gdyż przychodzi coraz liczniej. Dziś już wiemy, że więcej niż 130 osób nie wejdzie na Poligon. Następny wieczór najprawdopodobniej 22 kwietnia, a na nim wystąpi nawet siedem dolnośląskich kabaretów. Więcej informacji na bieżąco na www.poligonkabaretowy.pl.
Ostatnio pojawiła się opcja prowadzenia występów w Multikinie. Jest to interesujące doświadczenie i pewnie będziemy zdobywać kontakty, bo występować na scenie będą największe gwiazdy kabaretu. Tam przychodzi naprawdę wielu ludzi – liczba uczestników jest liczona w setkach, jakieś 500 osób każdorazowo. Dzięki temu mamy też możliwość stałych występów i przypominania publiczności, że działamy. Z prowadzenia sceny w Multikinie też mamy frajdę, bo możemy przygotowywać niespodzianki kabaretom podczas występów. Od spontanicznego odśpiewania przez publiczność „100 lat” na początku występu, po transparenty z wyznaniem miłości kabareciarzom, aż do wrzucenia staników na scenę. Przez rzeczone niespodzianki występy znanych kabaretów nie są już tylko „zwykłymi” występami.
* * *
Gazeta: “Polska. The Times - Gazeta Wrocławska”
Autor: Justyna Kościelna, współpraca: Paweł Gołębiowski
Data publikacji: 2008-12-09
Tytuł: “Będą strzelać dowcipem”
Z dala od polityki, za to blisko ludzi i ich (dziwnych) zwyczajów. To dewiza młodych dolnośląskich kabaretów: OTOoni, Chyba i Szydery, które niedawno się skrzyknęły i razem postanowiły stworzyć front.
Po co? By się nawzajem wspierać i promować. W grupie siła.
W najbliższą środę w pubie Włodkowica 21 (g. 19, bilety: 7 zł) młodzi wystąpią na II Poligonie Kabaretowym.
- Zaplanowaliśmy, że będziemy się spotykać w tym składzie co miesiąc - mówi Seweryn Domagała z Chyba, organizator imprezy.
I pewnie pomysł chwyci, bo kabaret przeżywa renesans. Widać to chociażby, gdy skacze się po programach telewizyjnych: Każda stacja ma swój format tego typu.
- Na naszym wrocławskim gruncie też to obserwujemy. Rośnie nam konkurencja, powstaje wiele mniejszych kabaretów, które występują okazjonalnie. Poza tym z roku na rok na PAKĘ przyjeżdża coraz więcej ekip. No i w Empiku wśród 10 najlepiej sprzedających się płyt kilka jest właśnie ze skeczami - mówi Maciek “Wiśnia” Wiśniewski z kabaretu OTOoni.
W ich przypadku zaczęło się od… Dnia Kobiet.
- W naszej klasie było tylko 5 facetów. A dziewczyn 28. Zrzucić się na prezent nie mogliśmy. Ale mogliśmy dla nich wystąpić - Wiśnia wspomina początki kabaretu.
Pamiętny Dzień Kobiet był pięć lat temu. Od tamtej pory, w nieco zmienionym składzie, ciągle doskonalą warsztat i bawią publikę. A swoją formację, zamiast licealną, nazywają studencką.
W OTOoni występują, oprócz Wiśni, Hania Misiewska (Hania to wielki skarb, bo kobiety w kabarecie to rzadkość, mówią jej koledzy), Artur Zuba i Karol Lis.
- Ciągle szukamy, a nasze żarty stają się bardziej wyrafinowane. Kiedyś, co tu ukrywać, zdarzały się obciachowe skecze - mówi Maciej Wiśniewski.
Na środowej imprezie OTOoni zmierzą się z wałbrzyszanami z Szydery. Ich kabaret powstał trzy lata temu. Dlaczego? Bo jak sami mówią, praca kasjera w markecie nie była tym, co chcieli robić w życiu. Miszka (Michał Nochowicz), Gacek (Gracjan Szymański), Szybki (Grzegorz Szypka) i Ryznar (Tomasz Ryznarski) szybko zawładnęli sercami publiczności.
Poza tym to chyba jedyna grupa w kraju, która w składzie ma Babcię Garderobianą.
- Jest energiczną starszą panią po 70., która dzierga nam kostiumy. Po za tym nasza babcia śpiewa w chórze, robi pyszne jedzonko i łupie krzyżówki - tak Ryszardę Dziedzic-Walasz opisują członkowie zespołu.
Trzecia ekipa wieczoru: Kabaret Chyba jest w tym towarzystwie najmłodszy. Tworzą go studenci dziennikarstwa i administracji. Uniwersytetu Wrocławskiego.
- Powstaliśmy rok temu. Możemy pochwalić się podpaleniem wałbrzyskiej sceny podczas występu oraz jej sprawnym zgaszeniem - śmieje się Seweryn Domagała.
Jakie plany mają młodzi? Wszyscy marzą o tym, żeby wejść do oficjalnego obiegu.
- Ale konkurencja jest duża, a wymagania ogromne - wzdycha Wiśnia. - Ciągle się uczymy. Szukamy mistrza, który by nam pomógł. Może zwrócimy się o pomoc do starszych kolegów po fachu z Wrocławia - zastanawia się Seweryn Domagała.